Powroty do kucharzenia

Od kiedy tylko pamiętam zawsze lubiłam zaglądać mamie w gary. Raz nawet skończyło się to poparzeniem wrzątkiem jak miałam ok 3 lat ale oczywiście nie zniechęciło mnie to do garów. Później pojawił się okres szkoły średniej i gastronomik. Tak więc umiłowanie w gary rosło aż do czasu studiów. Tak, nie było czasu i ochoty by coś tam kombinować. Aż do momentu w którym poznałam swojego przyszłego męża i zamieszkaliśmy razem na stancji. Oj wtedy początku były różna, to przesolona zupa, to przypalone coś. Ale zawsze mój mąż (wtedy chłopak) zjadał wszystko i mówił, że pyszne. Przypuszczam, że tylko tak mógł mnie zachęcić bym nie zraziła się i dalej eksperymentowała w kuchni. Miał rację, z czasem było coraz lepiej. Jednak wszystko kiedyś się końcu, przyszedł etap pracy w żabce i skończyło się moje gotowanie. I zaczęło się, dania gotowe podgrzewane i najczęściej kiepskiej jakości obiady. O ciastach to nawet nie było mowy a jeszcze na stancji obiad bez deseru był rzadkością. Nawet potrafiłam zrobić ciasto bo miałam kaprys a teraz, teraz to wielkie święto bym coś piekła. W trakcie zwolnienia lekarskiego zaczęłam się lepiej czuć to i wróciło zamiłowanie do garów i pichcenia. Tak więc, zaczynam swoją przygodę z mięsem i innymi składnikami. Mąż oczywiście zadowolony szczególnie jak wczoraj wyczarowałam mu buef stroganowa. Tak udało się, z książki kucharskiej ale zawsze coś :)… Niestety tylko przy tak dobrym gotowaniu będę coraz większa ale też jest nadzieja w psie. Mam nadzieję, na długie spacery i niestety ale jeszcze kilka tygodni w zwolnieniu lekarskim bo niestety ale nie uśmiecha mi się wracać do babsztyla (mojej szefowej) która już tylko czeka by po raz kolejny mnie męczyć psychicznie. A póki co w planach już wiem co jutro na obiad a wieczorem kto wie, może zrobię drugą tartę? Może bo to tylko takie plany a jak wyjdzie to powiem…

PS. To nie jest i nie będzie kolejny blog kulinarny, jak chcesz jakiś przepis ok pomogę ale nie zamierzam pisać ogólnych wpisów odnośnie weź to i tamto, zmieszaj i dodaj coś jeszcze, piecz… Nie koniecznie mi by to leżało….

  3 comments for “Powroty do kucharzenia

  1. 25 października 2015 o 00:13

    Witam. nie każdy ma łatwe życie. fajnie mieć bloga gdzie ktoś moze wesprzeć.
    Powiem Ci, że ja tez kiedys kiepsko gotowałam. Naleśniki to mi wychodziło :P
    teraz jest lepiej. każdego dnia coś nowego. eksperymenty. udane i nie udane próby. :) ale warto. Pozdrawiam Cię i zapraszam do siebie :)

  2. 29 października 2015 o 22:20

    Sama uwielbiam gotować. Czasem z przepisu, czasem z zawartości lodówki :P Nadmiar zawsze wciskam chłopakowi, bo nie chcę przybrać na wadze :)

    • słodka
      30 października 2015 o 10:15

      Ostatnio zrobiłam coś w stylu kurczaka w winie i małżonek był mile zaskoczony. Dzisiaj chyba tylko zaszaleję i zrobię schab w piwie :) tylko ciekawe co z tego wyjdzie, obym nie musiała zamawiać kebaba jak ostatnio nie koniecznie chciało mi się gotować…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *