Pancia zwariowała, psa do fryzjera zabrała

Jak łatwo się domyślić w sobotę wpadłam na pomysł by zapisać swoje bydle do psiego fryzjera. W sumie raz się żyje więc czemu by tego nie spróbować. Żyjemy w wielkim mieście i skoro ja mam takie rarytas, to czemu nie moje maleństwo. Tym bardziej, że nie dorobiliśmy się z mężem dzieci więc czemu by nie zaszaleć i nie zrobić przyjemności kudłatemu. Tak więc jak wymyśliłam tak zrobiłam. Chwila poszukiwań gromerki w internecie i zaczęły się pierwsze schody. Taki wybór, że prawie jak do najlepszych fryzjerów w mieście i zgłupiałam. Po chwili przyszło ogarnięcie, zapaliła się żarówka nad głową, zadzwonię do naszej pani treser. I jest, udało się, po kilku telefonach i poszukiwaniach znalazła się pani groomer a termin ustaliłyśmy  na dzisiaj. Tak więc cały weekend w nerwach, bo jak to będzie, czy pies będzie grzeczny bo to w sumie jego pierwszy raz, bo nigdy nie lubił czesania i kąpieli. Tak więc dzisiaj o umówionej godzinie pojawiłam się w salonie psiej piękności i zaczęło się. Kąpiel jeszcze jak cię mogę, poszło całkiem sprawnie i szybko. A później nasz mały horror, nasza pani włączyła suszarkę do włosów i był stres, dygotanie i próby ucieczki. Niestety mój sweterek nagle zrobił się mokry od psiej sierści. Trochę to suszenie  trwało, ale im dłużej tym pies powoli zaczynał się przekonywać. Strzyżenie, i wcześniejsze czesanie. Nie sądziłam, że zabiegi pielęgnacyjne będą tyle trwały. Ponad dwie i pół godziny, pluskania, czesania i golenia a efekt był wprost zaskakujący. Kilka kilogramów włosów znalazło się na podłodze a pies jakby lżejszy i tak jak by tylko było go połowę. Pod koniec pielęgnacji, leżał nawet na specjalnym stole totalnie zrelaksowany, a ostatnie suszenie uszu wyglądało jak w reklamie „pedigree”, uszy fruwające do góry a pies szczęśliwy. I teraz wiem, to była najlepsza decyzja jaką podjęłam, pies wygląda jak prawdziwy spaniel, jest mu lżej i mi będzie łatwiej o niego zadbać. Tak, wyczesywanie filcu za uszami nie należało do najprzyjemniejszych czynności. Nawet nasza ciotka od golenia obcięła mu pazurki i wyczyściła uszy, pełen serwis. Tak więc teraz wygolony tam gdzie trzeba, biega taka sarenka – ratlerek sobie po domu i to za połowę tego co ja płacę swojemu fryzjerowi. A płacę mu tylko za kilka mililitrów farby… Ech, i gdzie tu sprawiedliwość, nie mniej jednak zaczęłam strzyc psa i będę to robić. Chcesz to mów, że jestem rozkapryszoną paniusią ale cóż, jebie mnie to. Ważne, że jemu jest lżej i nie przeszkadza mu tak futro.

  2 comments for “Pancia zwariowała, psa do fryzjera zabrała

  1. 7 grudnia 2015 o 20:43

    pies też zasługuje na chwilę luksusu ;)

  2. leokadia.mocna
    13 grudnia 2015 o 22:19

    jasne… tylko , że luksus mojego psiuńcia kosztuje jednorazowo prawie 4 wizyty pańci u fryzjera :) Ale to już szczegół :) I choć uważam ,że całkiem zgłupiałam to i tak nie zmienia to faktu, że ten proceder trwa już od lat :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *