I już po… bilans zysków i strat

Uff nareszcie mogę powiedzieć, już po świętach… Koniec tego cudownego siedzenia za stołem i jedzenia. Wszystkie prezenty rozdane, przyjęte. Szczerze mogę Ci powiedzieć, chyba byłam „grzeczna” bo w tym roku Mikołaj się postarał, z wszystkich prezentów jakie dostałam najbardziej podobały mi się te w okładkach i z dużą ilością kartek. Tak, to były książki, w liczbie trzech mega wielkich cegieł… Po prostu najcudowniejszy prezent dla posiadaczki kolejnej pary już okularów. Tak więc, po wizycie u rodziny, wszystkich plotkach które słyszałam mogę stwierdzić jedno… Nie ma to jak w domu, nawet gdybym miała leżeć przed telewizorem i kompletnie nic nie robić. A tak niestety, zawsze było coś do zrobienia, choć najszczęśliwszy z tego wszystkiego był pies. Miał do dyspozycji ogrodzony teren, wystarczyło otworzyć drzwi i siup, pieseła nie ma. Tak, więc pora podsumować te święta. Kilka kg na plusie – niestety ale cóż jest nadzieja. Trzy książki z czego jedna to Grochola – i już nie mogę się doczekać by ją przeczytać. Masa słodyczy i tutaj niestety mój największy ból – złamał mi się ząb i teraz cała kasa zebrana od dziadków zamiast na ekspres ciśnieniowy pójdzie na dentystę. Zła jestem niemiłosiernie ale spokojnie, za pierwszą wypłatę kupuję to co miałam kupić teraz. No i do prezentów świątecznych mogę zaliczyć też kosmetyki. Chociaż to jest prezent niezwykle ryzykowny, niestety jak nie wiemy co komuś kupić co robimy? Odpowiedź jest niezwykle prosta, zestaw kosmetyków (jakiś żelik, dezodorancik). Jednak czasem taki zestawik oszczędza nam kasę wydaną na rzeczy które i tak i tak trzeba kupić, tylko czemu jeszcze nikt nie wpadł na pomysł by dać w prezencie np. domestos, płyn do mycia szyb czy płyn do kafelek (też chemia, też się zużywa). No chyba, że domestos czy inna kostka do kibelka jest mało atrakcyjnym pomysłem. No ale mniejsza o większość, święta nie byłyby świętami gdyby nie jakaś rodzinna draka (niestety ale mówię co myślę) i tym razem powiedziałam swoje zdanie. Łoo matko, co to się działo, że niby jakim prawem, że niby jak ja śmiem tak mówić, że to przecież piękne takie. Niewiele brakowało a miałabym przegryzioną tętnice, gardło czy co tam by się udało złapać. Niestety nie umiem docenić fuszerki, pomimo najszczerszych chęci. Tak na koniec, miło było zobaczyć rodzinę (po pracy w żabce zapomniałam jak oni wyglądają), miło było się trochę wymienić argumentami, posłuchać opowieści dziadka i spędzić czas nawet na siedzeniu i jedzeniu. Może wydawać ci się to dziwne ale pomimo braku śniegu te święta były rodzinne i magiczne. A w przyszłym roku, może będzie nas więcej (ciii cho sza, nie będę zdradzać marzeń). Teraz tylko pora zrobić się fit i śmigać na sylwestra, a w tym roku plan jest nad wyraz imponujący. Zostanę w domu, z mężem i będziemy szaleć sami ;)

  3 comments for “I już po… bilans zysków i strat

  1. 30 grudnia 2015 o 11:26

    Haha ale się uśmiałam. No z tymi domestosami to racja no bo dlaczego nie :). Cieszę się, że miałaś miłe święta mimo awanturki rodzinnej, ale czasami trzeba dodać tej iskry ;). A te dwie pozostałe cegły to co to za książki? :) Bardzo mnie to zaciekawiło :). A tak w ogóle to szczęśliwego nowego roku i mam nadzieję, że uda mi się znaleźć więcej czasu i tutaj zaglądać bo bardzo fajnie się czyta :). Pozdrawiamy cieplutko i przesyłamy pozytywną energię!

  2. 31 grudnia 2015 o 07:26

    Książki to :
    1. Grochola „nigdy w życiu, serce na temblaku”
    2. Krawczyk „Dolina mgieł i róż”
    3. Michalak „Przepis na szczęście”

    Ps. W przyszłym roku na święta zamiast kosmetyków proszę o domestosa lub jakiś fajny środek do piekarnika / kabiny prysznicowej.

    Szczęśliwego Nowego Roku!

  3. ~Ferdydurke
    1 stycznia 2016 o 17:29

    Pogoda wiosenna – super prezent na Boże Narodzenie :) Co do reszty „magii ” tych świąt to chwała bogu , że już mamy to za sobą :) Sylwester spędziłam podobnie jak Ty w domu i uważam ,że to średni pomysł … no ale też już za nami więc Alleluja !!! Bracia i Siostry ! Nie wiem jak Ty ale ja cieszę się ,że znowu wszystko wraca do normalnego rytmu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *