Stomatolog na NFZ po moim trupie!

Chyba dawno nie plułam jadem tak jak teraz. A wszystko zaczęło się w święta, poleciał ząb. Pierwsza wizyta prywatnie i co, kasa poszła a poszła na wcześniej rozpoczętą kanałówkę. Dziura dostała fleczer (bo przecież miałam wizytę na NFZ). I chyba to był największy błąd mojego życia. Ale po kolei bo sprawa jest niestety jak śmieszna tak tragiczna. Wypełniłam druczki, zgoda na leczenie i bla bla bla… Siedzę sobie na fotelu, poinformowałam, że niestety ale lidokainy to ja nie koniecznie bo puchnę jak balon i nie znieczula mnie. Tak więc najpierw w standardzie szybkie badanie i okazuje się, że druga 5 też ma jakiś tam drobny ubytek. Że do leczenia i w sumie Pani doktor w przypływie łaskawości zrobi ją od razu na tej jednej wizycie. I chyba zgoda na ten „zabieg” była moim największym błędem. Powierciła powierciła (nawet nie bolało) i założyła standardowy amalgamat. Chciałam zapłacić za tą „lepszą” plombę ale niestety oni nie mieli takiej „usługi”w gabinecie. No nic, standardowo dostałam wytyczne by nie jeść dwie godziny i będzie ok. Przesądnie nie jadłam 4 ale nic to nie dało. Wróciłam do domu, wyszłam z  psem (kupiłam gerbarka – by nie gryźć nic twardego) i zjadłam. A że to jakieś takie małe porcje, dalej głodna chwyciłam zupkę na szybko czyli „gorący kubek” w wersji z makaronikiem. No i wszystko fajnie, jem… Aż tu nagle „chrup” i pierwsze moje słowa KUUURRRWWWWAAAA. Pies się spojrzał, bo niby jakim prawem wyrywam go z tak fajnego snu. A ja wyplułam plombę z zęba który tak na dobrą sprawę był robiony „dodatkowo”. Pierdolę, więcej na takie akcje nie idę, dostanę kasę za zwolnienie z ZUS i od razu grzeje do prywaciarza. W dupie mam taką wizytę gdzie po 4 no dosłownie CZTERECH godzinach wypada plomba i zostaje dziura w zębie. Wkurwiona jak nietoperz jestem, po prostu mam serdecznie dość. I teraz cóż zrobić, kasy brak (jutro rozmowa o pracę) i jeszcze w dodatku nie wiem czy będzie i w jakich godzinach ta praca. No niby mogę iść na reklamację, ale zanim ona znajdzie czas tak by pasowało mi to przecież skończy się kanałówką. Kurwa no. Do jasnej cholery, pierdolę taki interes. Więc teraz niestety moje zęby jak już je zrobię (a pewnie będą kosztować tyle co średniej klasy samochód) dam sobie na spokój z dentystami. I wiem już jedno, stomatolog na NFZ tylko w przypadku zagrażającym życiu bo inaczej nie pójdę…..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *