Czasem mam już dość

Dzisiaj blue monday a ja chyba doskonale wiem jak to wygląda. Nie dość, że pies cały czas ma rozwaloną łapę to w dodatku nie ma najmniejszej szansy by to się zagoiło. Zrobię opatrunek a to bydle co robi? Prawdopodobnie pierwszą rzeczą jak wychodzę z pracy jest u niego rozerwanie opatrunku i lizanie. Gdyby jeszcze była jakaś szansa by nie lizał a tak kiepsko bo to chyba ma jakąś misję. Misja lizanie rany… Czemu nie tylko, jak mu wytłumaczyć, że robi sobie jeszcze większą krzywdę. Już dzisiaj padłam ze zmęczenia, bo wieczne przemywanie, smarowanie i bandażowanie a ta menda afgańska cały czas ze mną walczy. Już nawet wymyśliłam metodę, rano smarowanko oksykortem, na wieczór zasypanie kalikiem. Gdyby jeszcze zrozumiał, że ja tylko chce mu pomóc. A tak niestety, lizanie i koniec. Dzisiaj pogoniłam męża do wet, po raz kolejny byliśmy u niej w ciągu ostatnich kilku dni. Tym razem wrócił zamiast z maściami to z kołnierzem. Tak, po kastracji wyrzuciłam bo stwierdziłam, że nie będzie nigdy potrzebny. Co za idiotka ze mnie. No prawdziwa i naturalna blondynka. No nic, póki co paskuda grzecznie śpi a ja czekam aż jutro kołnierz zostanie nałożony i siup do pracy.

Właśnie praca, a raczej ciąg dalszy szkolenia. Czy tylko mi się tak wydaje, ale z dnia na dzień robię się coraz głupsza. Niby wszystko rozumiem, niby ogarniam a jak przychodzi do testu to hm.. dupa blada. Chociaż określenie dupa to jakoś tak słabo wychodzi w porównaniu ze stresem jaki odczuwam. Najbardziej boję się tego, że nie zdam testu, poprawki i zostanę z niczym. Chyba to jest najstraszniejsze w tym wszystkim bo wtedy miesiąc stracony i kasa poszła w błoto. Jeszcze gdybym mogła pouczyć się, mieć dostęp do informacji tych co na szkoleniu, systemów a tak niestety. Pozostaje mi jedynie jutro zdać się na wiedzę, umiejętność szukania informacji i szczęście. Choć to ostatnie proszę w dużej dawce.

A tak poza tym wszystkim, chudnę, nawet mi się to udaje. Powoli zacznę być laska. Na chwilę obecną coraz bardziej zbliżam się do wagi sprzed operacji. Powoli bo jeszcze mi dużo brakuje do czasów zanim zaczęłam chorować. Tak więc jeszcze długa droga przede mną jednak jest światełko na końcu drogi. Powoli je widzę jednak nie, spokojnie nie zamierzam umierać. Czasem tak nie wiele potrzeba by kogoś zmienić i nastawić na zdrowe jedzenie i chyba nie poddam się bo powoli (już prawie 5 kg za mną). Teraz niestety ale weszła era śniadań, warzyw i dużej ilości wody. I wiem jedno, przy takim zachowaniu cukrzyca mi nie grozi, a to jest najważniejsze :).

A czemu mam dość? Bo nie zawsze wszystko z założeń mi wychodzi. Wielu rzeczy nie rozumiem a tym bardziej bardzo wielu się boję. Teraz otworzyłam kolejne drzwi, nowe możliwości i szanse a tak bardzo się boję przejść przez próg. Tak, masz rację, jestem cykorem ale niestety. Dzielny lew z zajęczym sercem a strach i tak będę nadrabiać żartem czy śmiechem. Niestety pora już na mnie. Ciao.

  1 comment for “Czasem mam już dość

  1. 25 stycznia 2016 o 23:38

    Trzeba być odważnym i cisnąć się do przodu :)
    Powodzenia na teście!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *