Satelita w domu tylko czemu nie odbiera HBO

Tak więc, kolejny dzień leczenia psiej łapy za mną. Niby bez zmian ale może coraz bliżej do wyleczenia. Ostatnio nawet nie wiem, czy to co robię ma sens. Tak więc mam wiecznie obrażonego psa, bo siedzi w kołnierzu. Wygląda jak talerz satelitarny i tylko patrzy się tymi swoimi oczyma, chcąc powiedzieć „coś ty kurwa mać ze mną zrobiła”… Antena satelitarna niestety nawet jak ustawiona w kierunku okna nie chce odbierać ani HBO ani canal+, nawet all jazira. Niestety piesełku nie robię nic co by miało zaszkodzić. Ale i tak ten wzrok błagalny, że niby jakim prawem. No cóż, powoli mijają dwa tygodnie a końca nie widać.
W końcu moje szkolenie dobiegło końca, jutro dostanę umowę, przepustkę i słuchawki. Jak by to powiedzieć, stresik jest i to chyba całkiem niezły ale cóż mam poradzić… Niby nic nowego, bo już kiedyś to robiłam ale zawsze jest większy stopień trudności. Zawsze muszę sobie coś takiego wybrać by było trudniej. A teraz to powoli jest hard core ale może jakoś to minie. Najważniejsze to chyba by się nie poddawać i będzie dobrze. Co prawda grupę z którą miałam szkolenia była bardzo fajna. Jeden chłopak się wycofał, tzw. fajkowy żebrak. W sumie zawsze się ktoś taki w towarzystwie znajdzie, i pyta ciągle „masz fajkę?, poczęstujesz fajką?”. A gdy sobie kupi to już nie częstuje. W sumie nie sądziłam, że tak dużo będzie informacji, materiałów do ogarnięcia. Co prawda jeszcze się w tym wszystkim gubię ale jutro po lekarzu zakładowym mam zamiar sobie poprzypominać co i jak, ogarnąć temat i wio. Jedno co udało się osiągnąć, to przejść testy i tak dalej teraz etap praktyczny. Mówiłam ci, że się boję? Pewnie tak ale powtórzę to jeszcze raz, boję się.
Wiesz dieta chyba mi służy, już w granicach 5 kg udało mi się zgubić ale jak widzę serek wiejski to mnie wstrząsa… Chyba pora zacząć coś innego smacznego jeść na śniadania. Co prawda, już niestety ale bez minimum 2 litrów wody dziennie nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Tak, i na starcie po wstaniu takie małe ciepłe 0,5 ale spokojnie wody. Co śmieszniejsze zauważyłam, że nawet za kawą mocno nie tęsknię. Dziwne prawda?Fakt są takie dni jak dzisiaj, że aż się trzęsę by zjeść czekoladę bądź jakąś inną mało zdrową rzecz. A mówiąc o czekoladzie mam na myśli białą, taką pełnotłustą. Bo jeszcze gorzka to jak cię mogę ale biała?! No hello… Tak więc zawsze pozostaje jedno jedyne wytłumaczenie, no głupia przecież tyle już udało ci się zrzucić i po jaką cholerę chcesz zjeść tą czekoladę. No i nie jem, tak samo jest z pizzą czy innymi pysznościami.
Jedynie co mi pozostało to raz na jakiś czas lampka ale tylko lampka czerwonego wytrawnego wina. Tak, niestety ale cóż (nie dość że kwasior to jeszcze czerwone). Jak ja zdecydowanie wolę różowe, musujące i słodkie… Ale cóż, podobno nie można mieć tego co się chce więc mam to co mogę.
A wracając do pracy, będzie dobrze bo innego wyjścia nie ma i koniec kropka. A po pierwszych dniach napiszę ci jak mi poszło. Trzymaj kciuki bo potrzeba mi tego ;) ciao

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *