Niedzielne malowanie

Dawno mnie nie było, chyba za mocno nie tęskniłaś? Tak, masz rację dużo się wydarzyło. I nie koniecznie było to coś złego. Jak przystało na niedzielę, robię paznokcie (zmywanie, piłowanie i malowanie). To taki już niedzielny mój rytuał. Wczoraj doszły jeszcze malowane włosy. Dawno sama nie kładłam farby i oczywiście był strach (będą zielone czy nie). Całe szczęście wyszło ładnie, zimny blond i nawet całkiem tanio. Nie to co u fryzjera 150 zł. Zastanawiam się, tylko czy jest z tyłu dobrze położone ale cóż, jutro jak zaplotę warkocz to się okaże. Ostatni tydzień był momentami masakryczny, każdy czegoś ode mnie chciał, jakieś pytania z dupy wzięte i weź tu odpowiadaj. Nie raz słyszałam krzyki i obraźliwe słowa a po chwili bo wie pani to nie do pani tak personalnie tylko to tak na firmę. Już padły pierwsze telefoniczne zaproszenia na kawę i chęć wymiany mojego prywatnego telefonu. Hi hi… Byłam w szoku ale niestety nie mogę udostępniać swojego prywatnego tel ;) W sumie nie mogę choć bardziej nie chcę. Była babcia która powaliła mnie na łopatki dzwoniąc i mówiąc, że jej tel już działa. Hm… ooook ;) a była jakaś awaria? Tak tak ale już naprawiliście i dzwonię powiedzieć, że już działa :)… Bardzo zaskakujący telefon. I cóż, w poniedziałek zaczynam kolejny tydzień wysłuchiwania skarg i zażaleń ale spokojnie, będzie dobrze. Z każdym dniem jest coraz łatwiej.

A nawiązując do tematu wpisu dzisiaj przewaga czerwieni na moich pazurach :) Z racji tego, że klienci mnie nie widzą mogę sobie pozwolić na czerwień i nawet gdyby mi coś strzeliło do głowy by mieć fioletowe / zielone włosy. Tak, to jest bardzo miłe. Nikt mnie nie ocenia (tzn klient, co najwyżej pół wydziału). No i wiadomo, mąż i rodzina. Tak więc zostało mi kilka godzin do końca dnia na relaks (sprzątanie, pranie i gotowanie). A właśnie dzisiaj walentynki. Święto zakochanych i psychicznie chorych, może jakaś kawa z pysznym ciastkiem? Chociaż ciastko… przy mojej diecie brzmi mało pozytywnie. Tak, dieta… Już coraz łatwiej mi to wszystko idzie a od stycznia jest 10 kg w dół :) tak, to już bardzo dużo. Łatwiej mi się żyje, co jakiś czas tylko pozwalam sobie na słodki napój czy cukierka a tak chipsy, pizza i fast foody (to co lubię najbardziej a i słodycze w tym czekolada) odstawione na czas nieokreślony. Gorzej tylko jak mąż wcina sobie chipsy (trochę) mnie skręca, boli, że on może a ja nie. Niestety on nie ma nadwagi, ja mam. On może ja nie. Trzymaj kciuki bym jakoś przeżyła cały tydzień w pracy i bez podjadania.

Buziaczki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *