Sierpień nastał

Wróciłam z urlopu, sierpień już nastał a ja czasem mam wrażenie jak bym widziała już jesień. Owszem czasem jest tak gorąco, że aż nieznośnie. Coraz bardziej się zmienia moje nastawienie do wszystkiego. Wiesz, nie latam po imprezkach, chyba się starzeje.

Ostatnio strasznie dużo się dzieje, wniosek został zwrócony bo były w nim jakieś błędy i była konieczność poprawek i ponownego złożenia. A to niestety znów wydłuża czas, czas którego nie mam i nie chce marnować na bierne czekanie. Ile można prawda?! Nawet oskarżenia, że kogoś okłamała były bardzo bolesne i to przed samym wyjazdem na który tak bardzo się cieszyłam.

Z każdym dniem raczę sobie coraz lepiej, w pracy jak to w pracy powoli do przodu. Pogoda sprawia, że trzeba zostawać po godzinach tzn zaczynają się wtedy nadgodziny. Cóż zrobić. Praca to praca, za nią się dostaje pieniążki, i jakoś muszę zarabiać na zabawki swojego piesełka. Swojego małego czarnego i kudłatego synia :) W końcu, ktoś musi go rozpieszczać prawda?

Wiesz, zgłosiłam się na ochotnika w dniu urodzin swojego męża by iść do pracy, by nie siedzieć w domu by nie myśleć o nim, o jego rodzinie. Zapewne podczas rodzinnego spotkania przy tradycyjnej kaczce zostanie wylane na mnie wiadro pomyj znów. Ale cóż, nic na to nie poradzę. Takie jest życie. Osoba, która decyduje się coś osiągnąć w życiu zawsze jest tą złą. Zawsze… A wiesz gdzie ja to mam?! No właśnie, dziękuję nie będę kończyć, wiesz co chce powiedzieć…

Jak dobrze mnie znasz to wiesz, nie było lekko na początku bo i dużo chodziłam z psem by nie siedzieć sama by jakoś dawać radę. Nie ukrywam boję się cały czas ale strach z każdym dniem jest coraz słabszy bo wiem, że czeka mnie coś cudownego i wiem, że warto to wszystko jakoś przeżyć.

Ostatnio na spacerze z psem zobaczyłam jarzębinę, była tak strasznie czerwona. Zbliża się jesień… Ciekawe co mi przyniesie. Mam nadzieję, że już wtedy wrócę do swojego panieńskiego nazwiska, do nazwiska swoich kochanych rodziców. Moich cudownych rodziców. Nie wiem co bym bez nich zrobiła, wspierają mnie w każdej decyzji. W decyzji odejścia od męża gdy zadzwoniłam w Wielką Sobotę do mamy plącząc, że to już koniec. Wspierali mnie jak zadzwoniłam, że podpisałam umowę na stancję i wspierają mnie zawsze. Nie potrafię sobie wyobrazić, że może ich kiedyś zabraknąć…

Wiem moja droga, że jak kiedyś kogoś poznam to moi rodzice również go zaakceptują. Wiem jedno, teraz bardzo dużo się nauczyłam i wyciągnę z tego wnioski bo jak to kiedyś usłyszałam jestem dobrym materiałem na pierwszą żonę. Czasem się zastanawiam jak moje życie by wyglądało gdybym nie wyszła za mąż. Chciałabym kiedyś kogoś poznać. Rycerza na białym koniu, w srebrnej zbroi ale nie z zakutym łbem ;)

Może drugi mąż będzie lepszy (chciałabym) ale to czas pokaże, póki co muszę się rozwieść.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *