Wielki dramat na stancji….

Hej,

jak sama dobrze wiesz mieszkam na stancji. Nie jest różowo, praca jest ciężka bo cały czas masz obciążony słuch i chociaż po tych 6, 8 lub 10 godzinach chcesz chwilę spokoju. Nie ma tak lekko, towarzystwo się zmienia. Najpierw była cicha i sympatyczna studentka, bardzo fajnie się dogadywałyśmy. Był też chłopak w pokoju na przeciwko, w sumie gdyby nie napisał na fejsiku nie wiedziałabym, że jest na stancji. Cisza spokój aż tu nagle pojawił się pan kucharz. Późne powroty z pracy, muzyczka czasem kebabik w nocy, czasem ziółko i było wesoło. Wesoło dla niego aczkolwiek nie dla reszty towarzystwa. Został wyrzucony i na jego miejsce przyszedł nowy. Cicho, siedzi ze słuchawkami na uszach. A od kiedy zaczęła się telenowela brazylijska a raczej telenowela stancyjna zaczęło się piekiełko. Krzyki, trzaskanie drzwiami i ogólnie bydło. A zapomniałabym dodać muzyka na full, alkohol i cała reszta. Nawet święty by nie wytrzymał, tak więc i mi nerwy puściły.

Tak więc z wielu zarzutów jakie usłyszałam było rozmawianie przez telefon bo podobno strasznie głośno gadam. A rozmawiam szeptem więc nie mam zielonego pojęcia w jaki sposób oni mogą to słyszeć….

Ech…. telenoweli ciąg dalszy ciekawe co będzie jutro ;)

  1 comment for “Wielki dramat na stancji….

  1. 24 sierpnia 2017 o 13:04

    uroki życia na stancji … cóż albo zmienić stancję , albo pisać portrety psychologiczne współmieszkańców. To może być niezła szkoła życia :) ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *