Coraz bliżej TEGO dnia

Wiem, jestem pasukdna bo pewnie sądziłaś, że chodzi o sprawę rozwodową. Niestety jeszcze nie jest tak dobrze, jeszcze nie znam terminu. Jeszcze czekam i nic z tego wszystkiego nie wychodzi bo z każdym dniem coraz bardziej się boję. Coś czuje, że będę musiała ponownie zadzwonić do sądu z pytaniem co dalej. Na chwilę obecną jedynie wiem, że pozew dostał i na niego odpowiedział. Tylko tyle i aż tyle aczkolwiek bardzo się martwię i denerwuje.

Muszę Ci się pochwalić, zabrałam siebie na randkę ostatnio. Tak ja samotna kobieta, prawie singiel a prawie rozwódka. Kobieta w pełni świadomo tego co robi zaprosiła siebie samą na randkę. Pewnie jesteś ciekawa jak to wszystko wyglądało…

Wybrałam się do kina, wcześniej zarezerwowałam bilet na pewien film, który teraz me dość kiepskie recenzje. CZekając na spektakt wybrałam się na lody do Grycana a co to ja nie mogę?! A mogę przecież prawda i jakoś nawet te słowa ”a dupa rośnie” z tyłu głowy mało znaczyły. Film jak film, trochę się pośmiałam, trochę byłam zaskoczona smiałością scen i reakcją publiczności. Spokojnie, po wyjściu z kina stwierdziłam, że przecież prawdziwa randka sama ze sobą musi mieć jeszcze miły akcent no i poszłam na kolację do fajnego lokalu. Tak, dobrze zgadujesz, uwielbiam włoską kuchnię i tym razem jadłam mega rewelacyjne canneloni z przepysznym farszem…. Po prostu cudo, do tego lampka wina (pierwsza od wielu miesięcy), a co nie mogę?! Oczywiście, że mogę. No więc skoro mogę to czemu nie ;).

Wiesz, jakiś czas temu jak zaczełam brać te ”cud” tabletki usłyszałam od koleżanki z pracy ”musisz wychodzić do ludzi, musisz coś robić ze swoim życiem bo oszalejesz do czasu rozwodu”. Tak, miała rację, zaczynałam szaleć ale teraz gdy nie mam czasu tak na dobrą sprawę odetchnąć, pomyśleć. Teraz gdy cały czas coś się dzieje, gdy nie siedzę w miejscu czuje, że żyję. Tak, żyję i oddycham pełną piersią. A to dopiero początek, poczatek mojego cudownego i wolnego życia. Po tylu miesiącach samotnego życia wiem, że n ie jest mi nic strasznego. Rodzice mnie wspierają, przyjaciele. Tak, teraz po tych kiepskich dniach umiem sobie radzić z obwinianiem się, że moje małżeństwo się rozpadło bo…. za mało kochałam, za mało się starałam, za mało zarabiałam, za mało… Zawsze jest jakieś za mało….

Ale koniec smutasowania bo chyba najważniejsze bym Ci powiedziała o co chodzi w tytule wpisu. Już coraz bliżej do wielkiego dnia moich urodzin. Ostatnie urodziny pod znakiem dwadzieścia kilka…. Ostatnie i potem zmiana kodu na trzy z przodu. Powoli zaczynam robić sobie urodzinowe prezenty. Jakiś czas temu wpadł mi w łapki katalog Avonu i były tam takie fajne blaszki do robienia stempelków. Tak nawiasem mówiąć, jak by mnie dwie nauczycielki usłyszały gdy mówię słowo ”fajne” to chyba by mnie za uszy powiwsiły na sznurze do prania. No i wracając do tematu, nie wiele mysląc zamówiłam sobie kilka blaszek i zestaw do sempelków. Ciekawe co to z tego wszystkiego wyjdzie. Obym tylko nie stwierdziła, że to kolejne pieniąźki, które wydałam totalnie i bez sensu.

Wiesz, od kiedy mieszkam zupełnie sama mogę sobie pozwolić na jakieś tam wydatki tylko dla siebie. Jakieś zakupy kosmetyków chociaż ostatnio książki, książki, książki. Tak, nie mam czasu przyjść pogadać a co dopiero zachciewa mi się kolejnych książek. Nie, nie próbuj mi doradzać jakiegoś kindla czy innego czytnika elektronicznego. Może i bym chciała ale przy tej ilości tradcyjnych wydań jeszcze nie przeczytanych nie mogę czegoś takiego zrobić dla swojego portfela. No po prostu nie, nie mogę.

Słoneczko, zobacz jest już późno a ja jeszcze nie zorientowana w tym co powinnam zrobić dzisiaj a co może poczekać do jutra więc jeśli się nie obrazisz to proszę pozwól, że ja sobie pójdę lu lu ;)

Buziaki

E.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *